- Gdzie ja jestem? - ciemność zżerała jego oczy, cisza wprawiała w obłęd. Odkąd spadł, minęło już kilka sekund albo minut, albo... Godzin? Nie miał nawet poczucia czasu. Co gorsza - czuł jakby coś z jego wnętrza ulatywało. Cenne informacje, doświadczenia, wszystko, co znał wcześniej, zwyczajnie znikało, a przynajmniej takie miał wrażenie. Może mu się wydawało... Nie. Na pewno nie.
- Halo! - krzyknął, ale z jego ust nie wydobył się donośny głos, a raczej coś, co mogło przypominać pisk małej, bezbronnej myszy. Tak też się czuł. - Na moje nieszczęście... Pamiętaj... Nazywam się ... - przy ostatnim słowie, które miało być imieniem, nie wydobył się żaden dźwięk. Drżącym głosem próbował dalej wypowiedzieć na głos, póki pamiętał.
- Nie może być... - wyszeptał, kuląc się. - Boże...
- Nie wzywaj imienia pana Boga nadaremno. - ironiczny i pełen satysfakcji z cudzej krzywdy głos przerwał monolog bezbronnej istoty równie szybko, co pojawienie się przed nią pary żarzących się na czerwono gadzich oczu, które wpatrywały się w nią z dziwną nienawiścią. Nieprzyjemny wzrok przez chwilę obserwował małą istotę w ciszy. Zdawało się, że widział w ciemnościach idealnie postać stworzenia. Demon pociągnął parę razy nosem, delektując się zapachem 'świeżaka', którego od momentu pojawienia się nienawistnych oczu odjęło mowę. Przełknął tylko głośno ślinę.
- Ostatnio coraz więcej tu spada. To niesamowite jak to najświętsze sługusy Najwyższego Pana tak szybko staczają się na dno. Czyżby to wasz Pan robi czystki w niebie? - zaśmiał się prosto w twarz bezbronnemu, ale zaraz spoważniał, by znów zmienić ton na pogardliwy.
- Nigdy nie będziesz umiał wypowiedzieć swojego imienia, straciłeś je na zawsze wraz ze swoją cząstką dobra. - duża dłoń złapała za podbródek bezbronną istotę.
- Przejdziesz przez próg twojego nowego domu i wraz z resztą naszej rodziny nadamy ci imię. Czyż to nie cudowne? - zaśmiał się nieprzyjemnie, po czym brutalnie pociągnął kruchą istotę za sobą, wciąż trzymając za podbródek.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz