- Dlaczego śmiesz wątpić w słuszność decyzji Najwyższego? To do ciebie niepodobne, Michaelu... - odrzekł, nie spuszczając wzroku z oczu bratanka. Miał mieszane myśli. Negatywne. Nie wiedział co w tej sytuacji zrobić.
- Nie o to chodzi! - odparł od razu Michael. - Każda z tych dusz kiedyś zrobiła coś dobrego! Twór naszego Pana nigdy nie był i nie miał być idealny. Nawet jeśli jednak były doszczętnie złe, to dlaczego muszą być skazane na wieczne piekło? Przemyśl to, Gabrielu.
Sposób patrzenia się na Michaela nie zmienił się. Jednakże po tych słowach Gabriel poczuł wyrzuty sumienia. Co jeśli faktycznie miał rację? Nie, nie mógł zwątpić w osądy Najwyższego. Zmarszczył brwi.
- To niemożliwe. To, co teraz mówisz, to zwątpienie w słuszność sądu Najwyższego, to herezja. - odpowiedział przyciszonym tonem głosu. - Jeżeli ktokolwiek miałby się dowiedzieć tego, co teraz mówisz...
- Ale nikt się nie dowie. Mogę polegać chyba na moim bracie, prawda? - od razu przerwał Gabrielowi, którego obleciało dziwne wrażenie, że rozmówca przez chwilę błysnął nienawiścią w oczach, która była skrywana za maską dobroci. Przemilczał to.
- Gabrielu, proszę, przemyśl to. Nie chciałbyś być na miejscu tych dusz. Jesteś strażnikiem tej bramy, w każdej chwili możesz je wpuścić do Nieba. Nie zmuszam cię do tego, ale dobrze wiesz, że mam rację.
- To jest Czyściec, dusze mają jeszcze przed wstąpieniem mają szanse na zmianę i decyzję, gdzie chcą spędzić resztę swojego życia. Dlatego wierzę w słuszność osądów Pana.
- Dobrze więc. - westchnął Michael wyrażając skruchę. Na odchodne pożegnał się z bratem po czym rozłożył potężne i muskularne skrzydła i odleciał, pozostawiając Gabriela przy bramie. Ten tylko skinął głową, ale przez dłuższy czas nie odwracał wzroku od odlatującego anioła. Coś czuł, że myśli o jego krewnym nie będą mu dać spokoju. Może jednak faktycznie powinien był donieść komuś z Wyższych o tej dziwnej zmianie w Michaelu? Jednakże pewna cząstka człowieczeństwa podpowiadała mu, że nie wypadałoby.
Anioł rozprostował na chwilę skrzydła, by potem je znowu złożyć i podszedł bliżej wielkiej, stalowej bramy. Nie mijały tutaj dni ani noce, nie istniał tutaj czas, ale dusze były niecierpliwe. Anioł zamyślił się na niestałych i niematerialnych energiach przechadzających się daleko za bramą. Błądził myślami.
~ Otwórz tę bramę ~ odezwał się cichy głos w jego głowie. Spojrzał na złotą kłódkę, która trzymała skrzydła bramy zamknięte. Zmarszczył brwi. Skąd takie myśli mogły mącić jego umysł? Nagle obleciał go niepokój. Coś stało za jego plecami. Szybko obrócił się. Naprzeciw niego stała postać Michaela, ale w szkaradniejszej postaci.
- Otwórz! - przed oczami anioła mignęła zmieniona i pełna nienawiści twarz brata, by potem obraz zastąpiła czarna mgła. Widział, że coś robił. Widział urwane obrazy tego, co się działo. Otwarta kłódka, otwarta brama, uciekające dusze, paskudny uśmiech Michaela. Potem całkowita ciemność.
***
- Wstawaj! Pan Najwyższy czeka. - mocne uderzenie w policzek od razu obudziło Gabriela z ciemności, która ogarnęła go na jakiś czas. Podniósł się do pozycji siedzącej i rozejrzał się po sali, ale nie było czasu. Ktoś pociągnął go za dłoń i zmusił do wstania.
- Szybko. - warknął i popchał przed siebie. Zdezorientowany anioł zdążył zauważyć tylko, że był skuty w kajdany. Przestraszony nie wiedział o co chodzi, ale zaraz potem przypomniał sobie obrazy, które zaczęły perfidnie zaczęły nasuwać mu się na myśl. Przeraził się. Każdy z tych pojedynczych kadrów wydawał się być snem, czymś odmiennym, lecz doczepionym do jego wspomnień, czymś nierealnym. Przypomniał sobie Michaela.
- To nie może być... - mruknął cicho sam do siebie, po czym się odwrócił. Za nim szedł jego brat. Zmierzył go spojrzeniem oczekujących jakichkolwiek wyjaśnień, ale ten spojrzał na niego wzrokiem pełnym wyrzutów i zawodu. Poczuł ukłucie, jakby coś w jego wnętrzu załamało się. Spojrzał z powrotem przed siebie, tam gdzie był prowadzony przez popleczników Sędzi Najwyższego. Przekroczyli próg skromnego zamku. Wnętrze było ubogie, proste, ale wzbudzało w każdej istocie pewien rodzaj błogości, beztroski i poczucia siły. Być może anioła choć trochę to uspokoiło. Wpatrywał się w szyby, za którymi znajdowały się widoki obłoków i gór pokrytych soczyście zieloną trawą, która zaś była oświetlana przez wiecznie wschodzące i będące dość nisko słońce.
~ Wygląda, jakby dla mnie w tym momencie ono zachodziło.
Odwrócił wzrok od okien i spojrzał przed siebie. Dla Gabriela Bóg zawsze był Światłością. Może i on był aniołem, który kiedyś był człowiekiem i żył normalnie, tak w tym istnieniu doskonałym nie widział człowieczeństwa. Nie widział całej postaci Boga. Była bardzo niestałą, kumulującą się energią, która w każdej chwili byłaby w stanie przybrać twarz wszystkich ludzi żyjących na Ziemi. Miał wrażenie, że w szybkim tempie Najwyższy zmieniał swój wizerunek z milisekundę na milisekundę, zachowując się jako czysta energia. Anioł z wrażenia opadł na kolana, jak i wszyscy znajdujący się w Królestwie, choć nie pierwszy raz już Go widzieli. Anioł coraz bardziej tracił wiarę, głównie wiarę w to, że wszystko potoczy się dobrze. Bóg był wymiarem sprawiedliwości, dobrze przecież znał prawdę, nawet jeśli jej nie widział, więc skąd to zwątpienie?
- Gabrielu - rozbrzmiał głęboki głos niematerialnej doskonałości - widziałem jak dokonujesz grzechu. Wstydź się. Jesteś, a raczej byłeś dobrym aniołem. Zawiodłeś Królestwo Niebieskie.
- Panie! - rzucił się na kolana, chyląc niżej czoła. - Jestem niewinny! Jeżeli Ty, Panie Najwyższy, jesteś oczami tego Królestwa, to powinieneś znać prawdę! To nie ja zawiniłem. W mojej pamięci są pewne wizje, widziałem... - zniżając i przyciszając ton, spoglądnął za siebie, a jego wzrok na chwilę zatrzymał się na jego bracie.
- ... Michaela... - dokończył odwracając z powrotem wzrok na Boga.
- Jestem oczami tego Królestwa i znam prawdę. Gabrielu, tylko ty dopuściłeś się do popełnienia grzechu, zostajesz wygnany raz na zawsze z Królestwa Niebieskiego, taka zapadła decyzja wszystkich.
To był mierny żart, w żadnej mierze wesoły. Miał zostać wygnany? W jego głowie miał wizję Michaela przeistoczonego w coś, co nie przypominało najłagodniejszego i dobroczynnego anioła. Coś mu podpowiadało, że to właśnie on wzbudził dziwną i nie do powstrzymania pokusę dokonania grzechu. Za to miał zostać wygnany?
- To są... Panie! Błagam! Uwierz mi... Dlaczego mi nie wierzysz? To jest... - był u kresu wytrzymałości. Zacisnął szczęki, przymykając powieki i kuląc się na posadzce.
- Gabrielu, taka jest decyzja moja i wszystkich. - odpowiedział spokojnym i głębokim tonem.
~ To czyste szaleństwo...
- Nie! Jestem niewinny! - z gardła anioła wydobył się paniczny krzyk. Po chwili kątem oka zobaczył jak posadzka wokół niego zaczyna czernieć i zamieniać się w popiół. Tracił grunt pod nogami. Zdając sobie sprawę z tego, co się zaczęło dziać, jego oczy powiększyły się znacznie, a w ostatniej sekundzie rzucił błagalny, a jednocześnie już pełny poddania się wzrok na swojego brata, który uśmiechnął się jadowicie.
~ Zemsta...
Coś mocno pociągnęło go w dół.
Podoba mi się :) Dziwne bo z reguły nie czytam żadnych opowiadań chyba że muszę ale to mi się podoba, idę czytać dalej..
OdpowiedzUsuńYay, naprawdę wielkie dzięki c: Ech, ta szybkość odpisywania na posty :///
OdpowiedzUsuń