~ To czyste szaleństwo... ~ cichy głos przemówił w jego głowie.
- Nie! Jestem niewinny! Proszę! Wysłuchaj mnie! - z gardła anioła wydobył się paniczny krzyk. Po chwili kątem oka zobaczył jak posadzka wokół niego zaczyna czernieć i zamieniać się w popiół. Znowu to samo. Tracił grunt pod nogami. Zdając sobie sprawę z tego, co się zaczęło dziać, jego oczy powiększyły się znacznie, a w ostatniej sekundzie rzucił błagalny, a jednocześnie już pełny poddania się wzrok na swojego brata, który uśmiechnął się jadowicie.
Coś mocno pociągnęło go w dół.
W głowie pojawiły się wizje wypuszczonych dusz oraz obraz szkaradnego brata Michaela, uśmiechającego się z satysfakcją i pełnią nienawiści. Znowu ciemność.
- Wstawaj! Pan Najwyższy czeka. - dotarło do anioła po czym uchylił powieki, by zaraz potem je zamknąć. Czuł jak był u kresu załamania. Jak długo będzie się to powtarzać?
Nieprzyjemna pętla jednego wydarzenia dręczyła istotę w niesamowicie realnej wizji. Ciało niedawnego anioła leżało na twardym łóżku. Jego twarz wyraźnie dawała oznaki, że w jego głowie odtwarzały się wspomnienia tego, czego cofnąć i naprawić już nie może.
- Bellumie, spójrz na tego nowego. - Sin spoglądał na niespokojną twarz bladej istoty.
- Cierpi jak każdy z nas. Czy coś jest w nim wyjątkowego, że przykuł twoją uwagę, Sinie?
- Nie, niczym się nie różni od nas wszystkich, chociaż... - Sin zbliżył się do sylwetki anioła, przyglądając się bardziej jego twarzy, chcąc zaglądnąć i odczytać jego jeszcze nie do końca wyżartą przez zło duszę. - Ten przybył tu z działań naszego Pana.
- Co masz na myśli?
- Nasz plan się sprawdza - uśmiechnął się pod nosem zadowolony na myśl, że ich piekielna rodzina miała się wkrótce znacznie powiększyć.
*
- Wstawaj! Pan Najwyższy czeka.
Anioł jęknął, a łzy popłynęły z jego oczów. Ciąg tego samego wydarzenia sprawiał, że nie potrafił wytrzymać.
- Nigdzie nie idę! Posłuchajcie mnie do kurwy nędzy! Jestem niewinny! - wrzasnął, odsuwając się jak najszybciej od strażników. Jego ton był nienaturalny i zwierzęcy, jakby dźwięk, który się wydobył z jego gardła, nie był jego głosem. Po chwili dotarło do niego to, co właśnie wykrzyknął. Poplecznicy Najwyższego stali przez chwilę w osłupieniu, ale następnie natarli na niego szybko i chwycili go za ramiona. Całą tę sytuację przemilczeli, a cisza ta sprawiała, że Gabriel wariował. W jego głowie pojawiały się wstrętne i okrutne myśli, które były zupełnie do niego niepodobne. Cichy głos w jego głowie stawał się coraz głośniejszy.
- To wszystko jest głupim snem. To wszystko jest głupim snem... Nienawidzę was, nienawidzę was... Nienawidzę was... - szeptał pod nosem, oglądając się obłąkanym wzrokiem po Królestwie.
~ Zabij.
- Gabrielu, widziałem jak dokonujesz grzechu. Wstydź się. Jesteś, a raczej byłeś dobrym aniołem. Zawiodłeś Królestwo Niebieskie.
Anioł zacisnął szczęki i milczał. Czuł jak od wewnątrz wrzał.
- Masz coś na swoje usprawiedliwienie? - spytał się Bóg po chwili milczenia.
- Po cholerę mam cokolwiek mówić, skoro mnie nie słuchacie!? - wybuchł - Gaaardzę wami i tą waszą sprawiedliwością. - dodał spokojniejszym lecz pełnym pogardy tonem. Wyrwał się spod silnych ramion strażników, biegnąc w losową stronę. Stanął przy oknie malowanym witrażami, które były oświetlone promieniami. Ciemna sylwetka stojąca w świetle rozłożyła swoje skrzydła, a ręką wskazała w stronę Michaela.
- Zemszczę się - warknął nienaturalnie, a potem zaśmiał się panicznie lecz z nienawiścią.
Nagle poczuł pod stopami jak tracił grunt, a potem pochłonęła go ciemność, w której tracił całkowicie zmysły.
*
Blada postać wkroczyła do sali, co zaalarmowały skrzypiące lecz dość potężne drzwi. Stanęła na środku sali rozglądając się po sali i analizując wszystkie ciała, które leżały i pogrążały się w swoim własnym piekle.
- Faust? - demon odwrócił głowę w stronę drzwi, w których stanął Bellum. - Sprawdź tego nowego.
Faust skinął głową, uśmiechając się pewnie siebie oraz nieco urokliwie. Niebieskie, a wręcz głęboko błękitne oczy zaczęły szukać delikatnej sylwetki byłego anioła. Jego czarne, gęste i postrzępione włosy przypominały czarne pióra kruka, delikatnie przysłaniały jego czoło. Ruszył przed siebie wzdłuż łóżek, na których anioły powoli traciły swoje resztki dobra poprzez wyzionięcie ich wraz z jękami. To było melodią dla uszu uśmiechającego się kącikiem ust demona. Gdy wreszcie wyczuł tę odpowiednią i nędzną duszę, stanął przy łóżku dawnego anioła i nachylił się nad nim.
- Jak miło, że takie aniołki jak ty spadają nam z nieba. - zaśmiał się cicho pod nosem, przykładając dłoń do bladego policzka anioła pogrążonego w smutku i wariacji. Pogładził go delikatnie. Zachowanie demona było kompletnie odmienne do jego natury.
Spojrzał kątem oka na skrzydła anioła, które powoli czerniały, a pióra odlatywały i zdobiły ciemnoczerwoną posadzkę. Ten widok również go cieszył i satysfakcjonował. Wzrokiem powrócił na jego twarz, a następnie nachylił się jeszcze bardziej. Usta były tuż przy jego uchu.
- Atheus - wyszeptał - czas się obudzić. - rzekł nieco głośniej, a następnie przytknął wargi do jego, wsuwając gadzi język do jamy ustnej anioła. Nasienie zła w postaci zarazy rozsiadło się po nim. Zaczął blednąć jeszcze bardziej. Usta zaczęły sinieć, a Faust odsunął się od jego ust, wyciągając gadzi, rozdwojony na końcu język, uśmiechając się kącikiem ust.
Były anioł przez kilka chwil zaczął się dusić i kasłać, a potem otworzył oczy i zerwał się do pozycji siedzącej. Jego wzrok zawiesił się najpierw przez dłuższy czas na posadzkę. Jedyne, co pamiętał, to to, co działo się w jego realnej wizji. Zacisnął szczękę. Czuł jak ledwo był w stanie powstrzymać się od łez wywołanych przez to traumatyczne i długie wizje. Jak długo był nią truty? W jego głowie pozostało wspomnienie niesprawiedliwego Boga i Królestwa oraz jego brata. Był zaprogramowany na zemstę jak bezduszna maszyna. Anioł z uszczerbkiem na zdrowiu jego duszy ucierpiał.
- Atheusie! Witaj wśród swojej nowej rodziny. - dopiero teraz spostrzegł, że nie był tu sam. Upadły podniósł wzrok na demona o błękitnych i charakterystycznych oczach, który teatralnie wzniósł ręce ku górze i zbyt radośnie go przywitał. Atheus nie wiedział jak miał zareagować. Popatrzył się na błękitnookiego jak dzikus. Wolał się nie odzywać. Tamten na widok nieokiełznanego i nieufnego wzroku uśmiechnął się znów.
- Wytresujemy cię tutaj tak, że będziesz odpowiadać na zawołanie, a milczeć dopóki ci nie pozwolimy mówić. - rzekł delikatnym, głębokim i uspokajającym tonem, łapiąc gwałtownie i brutalnie Atheusa za szczękę i zaciskając na niej palce. Anioł jęknął, marszcząc brwi. Próbował się wyrwać. Złapał obiema rękami nadgarstek błękitnookiego, chcąc odciągnąć jego dłoń, ale najwyraźniej zacisk był silniejszy. Spotkał wzrok Fausta. Oddał się dogłębnej analizy całej postaci demona, dlatego z czasem jego oczy kierowały się nieco niżej, oglądając jego nagi, umięśniony tors. Lewa pierś była oznaczona tatuażem albo jakiegoś rodzaju pieczęcią.
Faust westchnął po czym puścił żuchwę Upadłego na chwilę. Nachylił się nad nim, żeby ich twarze znalazły się na równym poziomie i wysłał mu pocieszający, promienny uśmiech.
- To jest świat, w którym pomożemy ci dokonać zemsty. Wiem jak bardzo tego pragniesz. Wiem, że niesłusznie cię osądzili. Patrz, co ci zrobili. Wysłali cię do nas z myślą, że dokonali słusznej sprawiedliwości, gdzie ty przechodziłeś tyle trudu i cierpienia, żeby potem mówić na Nas, że my jesteśmy najgorsze ścierwo. - przemawiał z dziwną czułością w głosie, wzbudzając uczucia w oczach Atheusa, który popatrzył na Fausta jak na zbawcę, a jego dzikość uciekała gdzieś na bok.
- Skrzywdzili cię tak samo jak skrzywdzili Nas, jesteś do Nas podobny, pasujesz do Nas, jesteś częścią Naszej rodziny, wszyscy pragniemy tego samego, co ty od tej chwili. - kontynuował nieco ciszej. - Tylko tutaj odnajdziesz najintensywniejsze uczucia jakim cię w twoim żywocie można było obdarować, a czego twój Pan zawsze zakazywał. Tutaj jest prawdziwy raj. - uśmiechnął się, ale nie tak sympatycznie jak poprzednio, tylko z pewnego rodzaju fałszem, jakby za jego oczami krył się jakiś plan. Atheus jednak odebrał to nieco inaczej. To światło w oczach demona było niemym połączeniem się w bólu i zrozumieniu.
- Chodź ze mną. - Faust podał mu z gracją dłoń, aby pomóc wstać upadłemu aniołowi, niedawno wybudzonego z koszmaru. Demon w jego oczach był światłem na końcu ciemnego tunelu. Wyniszczona dusza chwyciła dłoń, a następnie została poprowadzona w stronę wyjścia. Mętnym wzrokiem oglądał się po bokach, spoglądając na upadłe anioły, które również przechodziły swoje własny koszmar. Nie ciekawiło go jednak jak tutaj trafiły. Czysty egoizm załatał jego jedną z wielu dziur w sercu. Ciche pojękiwanie każdego z nich było dla niego rozbawiające i w pewien sposób satysfakcjonujące.

Jeśli tylko najdzie Cię wena, pisz dalej! Cholernie dobre jak dla mnie, nie mam żadnych zastrzeżeń :D
OdpowiedzUsuńDziękuję c:
OdpowiedzUsuń