Powoli budził się z koszmaru, żeby ujrzeć rzeczywisty koszmar, poczuć go w postaci bólu, poczuć go w powietrzu, zobaczyć, usłyszeć...
Ból przeszywał niemal całą niematerialną jego egzystencję. Zajęczał pod nosem cicho, nie mając już kompletnie sił. Wisiał w niewygodnej pozycji, czuł jak jego nadgarstki boleśnie się rozciągają. Syczał z bólu. Czuł śruby w stopach. Uchylił lekko oczy.
- Argaah! Aniołuek łatny stfuuuuuhhr, teraz jusz nie bydzie taki łatny. - usłyszał sepleniący i nieprzyjemny głos dziwnego, szkaradnego i olbrzymiego stwora. Kątem oka obserwował jak jego postać się porusza.
- Damnatus srobi to pre... Pre... - urwał, przez chwilę zastanawiając się jak wypowiedzieć słowo, które miał na myśli - Dokłatnie.
Stwór kręcił się przy jednym z Upadłych, który w odpowiedzi jedynie zdobył się na cichy mamrot przesiąknięty przerażeniem.
- Wolę umrzeć... - Atheus ledwo usłyszał szept, który wydobył się z ust zniewolonego. Wolał nie patrzeć na to, co zamierzał zrobić stwór.
Damnatus zaczął wybijać śruby z drewna, by uwolnić Upadłego. To było dla byłego anioła równie bolesne jak z początku, kiedy stwór je wbijał. Wrzaski wypełniły salę, obniżając morale i pogrążając resztę w nostalgii, wyniszczając ostatnie resztki nadziei.
Nadziei? Nadzieja matką głupich. Mieli teraz służyć Panu Piekieł, więc nie powinna się w nikim ujawniać cząstka dobra. A jednak. Atheusowi wciąż zdarzało się myśleć o powrocie do Niebios, choć nie minęło wiele czasu odkąd trafił do Piekieł i mimo iż to jest niemożliwe. Z jednej strony tęsknota, z drugiej nienawiść pogłębiała dno w jego sercu, wypełniając pustki.
Upadły anioł został zdjęty z krzyża i opadł bezwładnie na ziemię. Jego blada twarz uderzyła mocno o posadzkę, by później kolejny siniak mógł zdobić jego policzek. Atheus z przymrużonych oczu zaobserwował, że ten zemdlał. Przeniósł wzrok na Damnatusa, który się uśmiechał, a przynajmniej zmienił wyraz jego paskudnej mordy na coś, co mogło uśmiech przypominać. Chwycił w duże łapy nadgarstki leżącego. Atheus wolał nie wyobrażać sobie jak bardzo mocny uchwyt miał stwór, nawet jeżeli łapał lekko.
Wyniósł Upadłego z pomieszczenia. W sali nawet nie zapanowała chwila ulgi. Wciąż rozlegały się ciche pojękiwania, wciąż słychać było czyiś ruch ciała. W powietrzu wisiała wątpliwość. Atheus podniósł głowę wyżej, chcąc rozejrzeć się po sali. Spostrzegł pewną istotę, której nie widział, zanim tu trafił. Była szczupła, zgrabna, poobijana i blada, choć dalej ładna. Kobieta. Jej czarne, potargane włosy, sięgały aż do nagich piersi i je zakrywały. Dolna część ciała była zasłonięta skórzaną, krótką spódnicą.
Podniosła wzrok, co nieco zaskoczyło Atheusa, gdyż myślał, że była omdlała. Zdawało mu się, że miała czarne oczy. Przeszyły go na wskroś, ale były równie zmęczone. Zakasłała i ponownie opuściła głowę w dół, próbując rozluźnić swoje ciało, ale to równało się tylko z kolejną dawką bólu.
- Długo tu jesteś? - zapytała cicho i drżącym głosem. Kolejne chwilowe zakończenie ogarnęło Atheusa. Nie spodziewał się ani krzty sił na jakiekolwiek rozmowy ze strony jej jak i kogokolwiek cierpiących męki.
- Czas tutaj nie płynie także i tutaj. - odpowiedział również cichym i zmęczonym tonem.
- Ach... - westchnęła. - zapomniałam. Dłużej ode mnie?
- Tak.
- Jak długo będziemy... - zajęczała z bólu. - tutaj być?
- Nie wiem.
Nawet gdyby chciał rozmawiać, to nie miał na to sił. Jego ciało oblewało się potem, czując fale bólu, przez które jakby odlatywał, jakby ulatywała jego cząstka, która czuła te pozytywne cechy.
- Nie chciałam tu trafić...
On również nie chciał.
- To było niesłuszne... - załkała, ale zaraz przestała.
Prychnął pod nosem. Znał to dokładnie, ale... Wydawało mu się to dziwne. Jednakże nie potrafił się nad tym skupić, nie mógł tego przemyśleć.
W pomieszczeniu rozległo się skrzypienie drzwi. Tęga i wysoka postać wkroczyła powolnym i ciężkim krokiem, ciągnąc za sobą wielki młot. Damnatus charkał pod nosem i pluł, klnąc wprawdzie na swoją robotę, ale czasem odczuwał satysfakcję. Jego twarz jak i szmaciane ubranie była opryskana krwią. Wzrok wszystkich męczenników przeniósł się na stwora. Inni byli przerażeni, drudzy jakby już pogodzeni i przyzwyczajeni, jakby wiedzieli, co się stało. Nikt nie odzywał się ani słowem, domyślając się, co się stało.
Atheus obserwował jak paskudne stworzenie kroczyło po sali, mijając ukrzyżowanych. Jego źrenice powiększyły się, kiedy tylko zarejestrował jak Damnatus stanął tuż przed nim, uśmiechając się okropnie i z satysfakcją.
- Ahrrr, lubić fystraszooonee anioułki - zaśmiał się. Atheus nie zdobył się na nic. Ból paraliżował jego myśli i działania. Chciał, żeby ten ból się już skończył.
- Spokojna, anioułek pójcie ze mno, bydzie dobsze. - ponownie się zaśmiał, zachodząc Atheusa od tyłu i wielki młotem zaczął wybijać z belek śruby. Upadły wydawał z siebie ciche syknięcia z bólu. Starał się to kontrolować, lecz z czasem ból był nie do wytrzymania. Jego jęki stawały się coraz głośniejsze. Opadł bezwładnie na posadzkę, na której znajdowało się pełno krwi. Starał się podnieść, ale nie dał rady. Czuł jak po podłodze przechodziły drżące wibracje, które wytwarzał Damnatus podczas chodu. Stanął przed Atheusem i chwycił go niedelikatnie za nadgarski. Upadłu w końcu się dowiedział jak silne było z niego stworzenie. Krzyknął na całą salę, chcąc się wyrwać, ale na próżno. W końcu się poddał.
*
Faust stanął za zamkniętymi drzwiami od Wielkiej Sali. Obejrzał się za nimi raz, będąc w głębokiej zadumie. Myśli, które ogarniały jego głowę, wyraźnie były pozytywnymi, gdyż na jego twarz zagościł pewny siebie i szyderczy uśmiech. Otrząsnął się i ruszył przed siebie długim i szerokim korytarzem. Świece porozstawiane przy ścianach w takiej samej odległości rozświetlały panujący mrok, a także demaskowały ciemnoczerwony kolor murów i posadzki. Błękitnooki mijał obrazy przedstawiające bitwy Upadłych ze sługusami Najjaśniejszego. Wiedział, że kiedyś nastanie era, w której to w końcu demony wygrają. Czuł, że musiał złożyć niespodziewaną wizytę drugiemu z władców piekieł.
Błękitnooki stanął przed prostymi i drewnianymi drzwiami, które stanowiły niezwykły kontrast w stosunku do rubinowego przepychu, jakim było obdarzone całe królestwo. Nacisnął klamkę i wszedł do małego i ciemnego pomieszczenia, na pierwszy rzut oka przypominającego piwnicę lub schodek. W mroku był w stanie dostrzec ścianę ozdobioną arsenałem różnorakiej broni i zbroi. Po środku pomieszczenia zabłysnęły szare oczy, analizujące postać, która tu weszła.
- Bellumie, cóż nowego i użytecznego planujesz wykuć? - zaczął temat błękitnooki, widząc jak ten, pochylony nad kowadłem, prostował się.
- Od dłuższego czasu nic nie przychodzi mi na myśl, Fauście. - odpowiedział spokojnie i głęboko demon. - Zwykłej broni mamy pod dostatkiem, ale tej, w którą można tchnąć cząstkę czyjej duszy, jest mało. - westchnął. - Mów, czego chcesz. Nie musisz, mój drogi, zaczynać od zbędnej pogawędki, kiedy te rzeczy cię w zupełności nie interesują. - ton Belluma nagle zmienił się na znudzony i pogardliwy, na co Faust zareagował fałszywie sympatycznym i urokliwym uśmiechem.
- Zdaje się, że całkiem dobrze mnie znasz, mimo iż rzadko mieliśmy okazję ze sobą rozmawiać. - skwitował tonem typowej, kłamliwej i podstępnej żmii.
- Ostatnimi czasy nikt nie miał i nie chciał ze mną rozmawiać.
- A właśnie. Przybyłem tu, by cię o coś spytać, tak po przyjacielsku... - rzekł sarkastycznie i urwał, słysząc śmiech demona. - ... Dlaczego godzisz się na taki los? Siedzieć tu w całkowitych ciemnościach, będąc przykutym w łańcuchy. Nie usiłowałeś nawet przeciwstawić się Sinowi? Czyżbyś przegrał w bitwie o tron?
- Póki co, ten los jak najbardziej mi odpowiada. - ton Belluma zmienił się na bardziej entuzjastyczny, po czym zaśmiał się pod nosem, a Faust nie spodziewał się takiej odpowiedzi. Jego uśmiech i pewność zniknęły z jego twarzy. Przez chwilę milczał. Nie rozumiał intencji demona.
- Póki co? Czyli masz jakiś plan... - powiedział głośno swoje myśli, będąc coraz bardziej ciekawym.
- Oczywiście. - Bellum uśmiechnął się szyderczo. Mętne i szare tęczówki znów błysnęły w ciemności, a po chwili w pomieszczeniu było słychać szczęk stukających i suwających się łańcuchów po posadzce. Nie minęło wiele czasu, a Bellum stał przed Faustem, przyglądając mu się z takim samym uśmiechem, co niedawno.
- Wiem, że chcesz mnie o coś zapytać, pytaj więc śmiało, zamiast się z tym kryć, może nawet pomogę. - rzekł prosto w twarz błękitnookiemu, a nie dzieliła ich duża odległość. Faust był poważny już od jakiegoś czasu, przyglądał się bladej twarzy demona, który stał przed nim.
- Znasz cały plan Sina?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz